środa, 1 czerwca 2016

9. Peloponez - zat. Koryncka: Kalawrita i okolice

Wczoraj późnym wieczorem dotarliśmy do Diakofto ( mamy problem z transkrypcją, przewodnik Rough Guides " Podróże z Pasją – Grecja " podaje: „Diakofto”, mapy Google: „Diakopto” ). W każdym razie jesteśmy dzisiaj w tej niewielkiej miejscowości wypoczynkowej na Peloponezie nad Zatoką Koryncką. Zatoka Koryncka długa na 130 km, a szeroka do ok. 30 km. Zatoka oddziela kontynentalną Grecję od Peloponezu, który połączony jest z kontynentem wąskim, na trochę ponad 5 km, Przesmykiem Korynckim. Gdyby nie ten wąski przesmyk Peloponez byłby wyspą. Więcej o Zatoce tu: https://en.wikipedia.org/wiki/Gulf_of_Corinth
Dziś odpoczywamy. W ostatnie dwa dni przejechaliśmy prawie 750 km, w tym tylko kilkadziesiąt autostradą, byliśmy w wielu miejscach. Czas aby odpocząć od samochodu, pospacerować, trochę poleniuchować.
Mieszkamy w ładnym studio, przy głównej uliczce prowadzącej do morza. Ponieważ mamy tu dobre warunki możemy też trochę pogotować.

Tutaj nigdzie nie jest daleko. Miasteczko jest ciche, spokojne, czyste widać, że jeszcze nie ma sezonu, turystów jest niewielu. Zaskakuje nas duża ilość drzewek pomarańczowych i cytrynowych. Może w innych miejscach też rosły, ale nie zwróciliśmy na to uwagi. Opadłych owoców nikt nie zbiera. Cytryny i pomarańcze nie są ładne ale dojrzałe i smaczne, a u nas o tej porze roku cytryny są takie drogie.
Tyle cytryn się marnuje








Diakofto główna uliczka w stronę morza
...i w stronę wąwozu









Diakofto, łodzie o zachodzie słońca
Spacerujemy promenadą ( może to zbyt górnolotne słowo ) nadmorską, siadamy na ławeczkach obserwujemy przeciwległy brzeg zatoki.
Cały dzień schodzi nam na nic nie robieniu.
Do tego małego miasteczka przyjechaliśmy dlatego aby pojechać kolejką wąskotorową z Diakofto do Kalawrity.

Dziś, we wtorek jedziemy tą kolejką. Kolejka do Kalawrity została wybudowana pod koniec XIX wieku i służyła do zwożenia minerałów z gór do portu. Już dawno nie zwozi się minerałów z Kalawrity. Na szczęście kolejki nie rozebrano. Dziś jest dużą atrakcją turystyczną Grecji. Linia kolejki poprowadzona jest malowniczym wąwozem Vouraikos. Wąwóz w niektórych miejscach ma szerokość kilkunastu metrów, kolejka czasami porusza się po półkach wykutych w skale, tunelach, przejeżdża na drugą stronę wąwozu po wąskich, wysoko zawieszonych mostach. Na całej długości pociąg jedzie wzdłuż rzeczki, czasami przejeżdżamy tuż przy ładnych wodospadach. Widoki z wagonów są wspaniałe, zwłaszcza w pierwszej części, do stacyjki Zachlorou na 12,5 km. Potem wąwóz się rozszerza i widoki też są ładne, ale już nie jest tak przepaścisto. Do Kalawrity z Diakofto kolejką jest nieco ponad 22 km, na tym odcinku kolejka wspina się na wysokość 720 m n.p.m. Dlatego też na stromych odcinkach w środku między szynami położona jest trzecia szyna zębata. Zębatka wspomaga normalnie napędzane koła. Więcej o kolejce tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Diakofto%E2%80%93Kalavryta_Railway

Stara lokomotywa parowa kolejki ( w środku widoczna dodatkowa szyna z zębatką )
Nowoczesny pociąg którym pojedziemy
Widok z ostatniego wagonika kolejki


Wąwóz
Zdjęcie z plakatu – przejazd kolejką przez wąwóz
Stacyjka w Kalawricie
Kalawrita teraz jest ładną, trochę senną miejscowością, ale w czasie II Wojny Światowej była miejscem niespotykanej zbrodni hitlerowskich Niemiec. 13 grudnia 1943 r. niemieccy i austriaccy żołnierze w odwecie za akcje partyzanckie rozstrzelali i zabili większość mieszkańców miasteczka. Rankiem tego dnia dokonali selekcji i od mieszkańców oddzielili wszystkich mężczyzn i chłopców powyżej 12 roku życia. Wyprowadzili ich poza miasteczko i rozstrzelali. Zginęło wtedy ok. 700 mężczyzn i chłopców, tylko 13 osobom udało się przeżyć ( przewodnik cytowany na początku postu pisze o 1436 ofiarach; sądzimy, że dotyczy to całego okręgu Kalawrity ). Większość kobiet i dzieci zapędzili do szkoły, a szkołę podpalili. Gdyby jeden z żołnierzy austriackich nie otworzył drzwi i tym samym umożliwił ucieczkę, ofiar byłoby dużo więcej. Więcej o masakrze możecie przeczytać tu: https://grecja.home.pl/kalavryta_1943.htm 
Całe miasto zostało spalone, ci co przeżyli nie mieli gdzie mieszkać, nie mieli co jeść.
Wojenna okupacja Grecji przez wojska trzech państw: Niemiec, Włoch i Bułgarii była wyjątkowo brutalna. Wojska rekwirowały całą żywność, jaką udawało się im znaleźć. Spowodowało to straszny głód zimą 1941/42. Szacuje się, że tamtej zimy z głodu, niedożywienia i zimna zmarło w Grecji 100 - 450 tys. osób. ( o głodzie w Grecji możecie przeczytać tu: https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Famine_(Greece) ). Tak wielkie represje okupantów spowodowały aktywizację ruchu oporu, powstawały oddziały partyzanckie. To z kolei powodowało wzrost represji okupantów. Szacuje się, że w takich masakrach jak ta w Kalawricie zginęło podczas okupacji 100 – 150 tys. osób. Niemcy masakr dokonali w ponad 1300 miastach, wsiach i osiedlach około 800 miejscowości zostało całkowicie zrównanych z ziemią, około miliona ludzi straciło domy. Lewicowa grecka partyzantka zaczynała odnosić sukcesy, część terytorium została wyzwolona, ale na okupowanych terenach terror rósł, szczególnie po przejęciu przez Niemcy włoskiej strefy okupacyjnej. Żaden z żołnierzy biorących udział w masakrze nie został pociągnięty do odpowiedzialności (źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Kalavryta ) chociaż nazwiska wszystkich oprawców były znane.

Ze stacyjki idziemy główną uliczką lekko pod górę. Pierwszym budynkiem po lewej stronie jest budynek dawnej szkoły, gdzie odbyła się selekcja mieszkańców i gdzie podpalono kobiety i dzieci. Teraz jest tu Muzeum Kaźni Mieszkańców Kalawrity. Przed budynkiem stoi wstrząsający w swojej wymowie pomnik przedstawiający jak kobieta w towarzystwie dwójki małych dzieci ciągnie na kocu zwłoki zamordowanego męża, żeby go pochować. Pod pomnikiem napis na tablicy, tak jakby go napisało dziecko w swoim zeszycie, w czterech językach: po grecku, angielsku, francusku i niemiecku: „ na wojnie nie ma zwycięstwa ”. Zwiedzamy to niewielkie muzeum. W pierwszej części pokazuje życie mieszkańców przed wojną, w drugiej opisuje działania partyzantów i niemiecką zbrodnię, w ostatniej dokumentuje zbrodnię. Na jednej ze ścian znajdują się zdjęcia zamordowanych ( jeżeli zdjęcia nie udało się zdobyć, było to pozostało puste pole ). Na drugiej ścianie na tle olbrzymiego zdjęcia spalonego miasta wypisane są nazwiska wszystkich pomordowanych. Widzieliśmy wzruszającą scenę jak turysta niemiecki ( w naszym wieku ) klęczał przed ścianą ze zdjęciami i płakał. Mieszkał w naszym pensjonacie, ale nie udało się nam z nim porozmawiać. Każdy, kto tu przyjedzie powinien zobaczyć to miejsce.

Pomnik przed Muzeum Kaźni Mieszkańców Kalawrity
Ściana w Muzeum z 720 nazwiskami i fotografiami pomordowanych
Po zwiedzeniu muzeum udajemy się na krótki spacer po miasteczku. Jest to ładne ciche miasteczko, toczy się tu normalne życie. Sklepikarze chcą sprzedać turystom swoje towary, ludzie spotykają się w kawiarenkach. Tylko wycieczki szkolne i turyści przyjeżdżający do muzeum zakłócają ten spokój. Wszyscy musimy pamiętać o tej zbrodni, może w przyszłości będzie ich mniej ?

Główna uliczka w Kalawricie
Kościół w Kalawricie
Kalawrita jest zimą centrum narciarskim. Wszędzie można spotkać plakaty reklamujące miejscowość zimą. Na stokach góry Chelmos, zaledwie 10 km na południe od Kalawrity znajduje się ośrodek narciarski z 12 trasami zjazdowymi i 7 wyciągami.
Do Diakofto wracamy też pociągiem. Jeszcze raz przejeżdżamy przez ten wąwóz. Z takim samym zainteresowaniem oglądamy wspaniałe widoki.

Jadąc kolejką przez wąwóz
Jadąc kolejką przez wąwóz
Jeszcze jedno zdjęcie z kolejki
Jeden z wielu wodospadów w wąwozie


Po przyjeździe i obiedzie jeszcze raz idziemy nad morze. Siadamy na „naszej” ławeczce i wpatrujemy się na wzburzone dziś morze.
Wzburzona Zatoka Koryncka
„Nasza” ławeczka
Następnego dnia kontynuujemy naszą podróż z Diakofto do Olimpii. Nasza dzisiejsza trasa przedstawia się następująco:



Wyjeżdżamy rano i jedziemy w kierunku Kalawrity, ale zupełnie inną drogą. Przez wąwóz można jechać tylko kolejką, samochodem jedziemy przez góry. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do klasztoru Mega Spileou ( klasztor Wielkiej Jaskini ). Jest to jeden z najstarszych i najbogatszych klasztorów greckich. Klasztor w 1934 roku spalił się doszczętnie. Obecne budynki zostały wybudowane stosunkowo niedawno, przyczepione są do pionowej ściany górskiego klifu. Wyglądają trochę jak hotel przyczepiony do pionowej skały. Klasztor założyli w roku 362 święci Teodor i Symeon, po tym jak kierując się wizją pasterki, znaleźli w jaskini obraz Maryi Dziewicy, wykonany przez św. Łukasza. Parkujemy na dużym pustym parkingu poniżej klasztoru. Jesteśmy w tym momencie jedynymi turystami. Po wejściu mnich oprowadza nas po pomieszczeniach klasztornych. Prowadzi nas do niewielkiego kościoła, w kaplicy znajduje się cudowny obraz. Grecy wierzą, że został wykonany przez samego św. Łukasza Apostoła ( badania naukowe datują wykonanie obrazu na IX – X wiek, ile w tym prawdy?...). Obraz został wykonany z płótna, wosku i żywicy mastyksowej, jest raczej płaskorzeźbą niż obrazem. Potem jesteśmy zaprowadzeni do niewielkiego muzeum, w którym są udostępnione niektóre skarby klasztoru, w tym wiele starodruków i pisanych ręcznie ksiąg. Niestety w muzeum nie wolno robić zdjęć. Idziemy też do jaskini, w której został znaleziony obraz, wcale nie jest taka duża. Klasztor też ma tragiczną wojenną historię. Kilka dni przed zbrodnią w Kalawricie Niemcy zamordowali dwudziestu, mnichów. Potem wywieźli z klasztoru 70 ciężarówek zabytkowych mebli, rękopisów, przedmiotów liturgicznych, relikwii świętych. Część tych skarbów udało się po wojnie odzyskać.
Mega Spileou wybudowany w połowie skalnego klifu
Cudowny obraz namalowany prawdopodobnie przez świętego Łukasza
Fragment ikonostasu w klasztornym kościele
Wejście do klasztoru
Jeszcze jeden widok klasztoru

Gdybyśmy jeszcze raz mieli zaplanować pobyt w Diakofto i Kalawricie zrobilibyśmy to nieco inaczej. Jeden dzień przeznaczylibyśmy na przejazd Kolejką do Zachloru i piesze zwiedzenie klasztoru Mega Spileou, a potem spacer torami do Diakofto. Następnego dnia zamiast zatrzymywać się w klasztorze zatrzymalibyśmy się w Muzeum w Kalawricie. Wyszłoby taniej, a długi spacer w dół wąwozu (12,5 km) dostarczyłby niezapomnianych widoków.

W Kalawricie już nie zatrzymujemy się, jedziemy kilka kilometrów dalej do klasztoru Agias Lavras. Klasztor założył mnich święty Atanazy z Athos w X wieku. Został w XVI w. zniszczony przez Turków, po kilkunastu latach został odbudowany. Klasztor jest symbolem walki z turecką okupacja. To tutaj 25 marca 1821 r. biskup Patras – Germanos pobłogosławił powstańców i wezwał wszystkich Greków do wzięcia udziału w powstaniu przeciw tureckim okupantom. Grecy po prawie pięć wieków trwającej okupacji tureckiej nie chcieli być traktowani w swoim kraju jak ludzie drugiej kategorii. Powstanie po kilku latach walk zakończyło się zwycięstwem. Pomiędzy 1830 a 1832 rokiem Państwo Osmańskie oraz zachodnie mocarstwa uznały niepodległość Grecji, była to niestety niewielka część terenów zamieszkiwanych przez Greków. Klasztor Agias Lavras jest dla Greków świętością, symbolem walki o niepodległość. Po odzyskaniu niepodległości klasztor w 1850 roku został gruntownie przebudowany. Następnego dnia po masakrze w Kalawricie Niemcy obrabowali i spalili klasztor, chcieli w ten sposób zniszczyć grecki symbol wolności. Więcej o klasztorze tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Agia_Lavra
Do klasztoru przyjechaliśmy na pół godziny przed przerwą południową. W pośpiechu oglądamy przyjemny dziedziniec oraz niewielkie muzeum znajdujące się na pierwszym piętrze wewnętrznych krużganków. Niestety na terenie klasztoru nie można robić zdjęć. Trochę więcej czasu mamy na zwiedzenie okolic. Tuż za murami klasztoru znajduje się pomnik biskupa Germanosa oraz niewielki kościółek.
W obu klasztorach nie płaci się za wstęp, można dać wolny datek, ale przymusu czy oczekiwań nie ma.
Klasztor Agias Lavras z daleka

                                           Wejście do klasztoru i ogromny platan

Malutki kościółek przed klasztorem widziany z góry spod pomnika biskupa Germanosa

                                                                                                           Pomnik biskupa Germanosa

Jeszcze jedno z bliska ujęcie pomnika Germanosa

Wąskimi i bardzo krętymi drogami Peloponezu jedziemy do Olimpii. Jest to bardzo widokowa trasa, drogi dość dobre, ale wąskie i z dużą ilością ciasnych zakrętów. W nielicznych miejscowościach na trasie bywa bardzo wąsko, ale ruch tu jest niewielki, jedziemy w porze sjesty. Po drodze z samochodu udało nam się zrobić poniższe fotki.










niedziela, 29 maja 2016

8. Z Macedonii na Peloponez

Dziś zaczynamy następny etap naszej podróży. Wjeżdżamy do Grecji.
Grecja to kolebka naszej europejskiej cywilizacji, to tutaj prawie 2500 lat temu narodziła się demokracja, ten obecny system sprawowania władzy. Przez ponad dwa tysiąclecia nie wymyśliliśmy lepszego. Po starożytnych Grekach dziedziczymy też nasz europejski system wartości, zmodyfikowany później przez Rzym i chrześcijaństwo.

Z historii Grecji wszyscy trochę znamy ze szkoły tę pomiędzy V, a IV w p.n.e. tzn. złoty wiek Aten, wojny z Persami, bitwę pod Maratonem, Peryklesa i jego czasy, wojny pomiędzy Atenami i Spartą, Filipa i Aleksandra Macedońskiego. I to chyba wszystko. Niewiele wiemy o tym co działo się wcześniej. Niektórzy z nas mieli w szkole za obowiązek przeczytanie „Iliady” i „Odysei”. Nie znamy prawie nic z tego co działo się później. Nic prawie nie wiemy o tragicznych losach Greków, którzy przez dwa tysiąclecia musieli walczyć o zachowanie swojej tożsamości narodowej. Będziemy o tym wspominać w tym i w następnych wpisach naszego bloga, wtedy gdy będziemy w miejscach związanych z historią.

Regiony administracyjne w Grecji ( źródło: Wikipedia )
Podróż do Grecji to zawsze jest dla nas podróżą do źródeł naszej kultury i cywilizacji.
Wcześniej byliśmy na Krecie, później na Riwierze Olimpijskiej, a dwa lata temu na Korfu. Wiele wtedy zwiedziliśmy. Tę podróż zaplanowaliśmy tak, aby odwiedzić te miejsca, w których jeszcze razem nie byliśmy. Wyjątek stanowią Meteory, będziemy tam dzisiaj, trudno być blisko tego cudu i jeszcze raz go nie zobaczyć.

Mapka naszej dzisiejszej trasy poniżej:



Dzisiejszą podróż zaczynamy z Bitoli. Do granicy macedońsko - greckiej w Niki mamy tylko kilkanaście kilometrów. Na granicy sennie, nie ma prawie nikogo ( uchodźców też, chyba media mocno przesadzają ). Granicę w Niki przekraczamy sprawnie i szybko. Potem jedziemy cały czas drogą nr 3 aż do autostrady Egnatia Odos, najmłodszej greckiej autostrady, która połączyła port Igoumenitsa z Salonikami i dalej z granicą turecką ( razem 670 km, 76 tuneli o łącznej długości 99 km, 1650 mostów. Więcej tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Egnatia_Odos_(modern_road) ). Z autostrady mamy wspaniałe widoki na niedalekie góry Pindos. Autostradą jedziemy tylko kawałek z okolic Kozani do Greveny, tam skręcamy na drogę 15, którą dojeżdżamy do Meteorów. 

Widok na góry Pindos z autostrady (zdjęcie z samochodu)
Skały Meteorów, to olbrzymie słupy skalne z piaskowca, powstały miliony lat temu na skutek erozji i wietrzenia. Skały tworzą wspaniały krajobraz, niektóre pionowe skalne ściany mają wysokość 300 m. Piękno tego miejsca zachwyca każdego, który tu przyjedzie. Jaskinie tych skał służyły za mieszkanie ludziom od 50000 lat. W IX w. grupa mnichów zaczęła wykorzystywać jaskinie na swoje pustelnie. Pierwsze kaplice powstały na przełomie XI i XII w. W XIV w. późniejszy święty Atanazy wraz z mnichami z góry Athos założyli pierwsze klasztory. W sumie klasztorów na pionowych skalnych słupach powstało 24. Ze względu na turecką okupację dostęp do klasztorów był celowo mocno utrudniony, samo miejsce też nie ułatwiało dostępu. Transport towarów i ludzi odbywał się bądź na drewnianych drabinach wciąganych do góry lub w koszach wciąganych linami. Dopiero w II połowie XX w. rozwój ruchu turystycznego spowodował wybudowanie asfaltowej drogi między skałami oraz umożliwił dostęp do sześciu zachowanych do dzisiaj klasztorów. Dziś można te sześć klasztorów zwiedzać. My w kilku byliśmy w 2010 r. Najładniejsze jest jednak samo miejsce, majestatyczne słupy skalne i wybudowane na szczycie lub przyczepione do skał klasztory. W 2015 roku we wszystkich klasztorach żyło tylko 66 mniszek i mnichów. Jak ładne jest to miejsce oceńcie sami po obejrzeniu naszych niedoskonałych zdjęć.

Dojeżdżamy do Meteorów
Jeden z sześciu klasztorów


Asfaltową drogą przejeżdżamy pomiędzy skałami. Ciągle się zatrzymujemy w widokowych miejscach, podziwiamy, robimy zdjęcia. Więcej informacji tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Meteory


Tu widzimy trzy klasztory (w jednym tylko dach) 
W klasztorze widocznym "z profilu" widać coś w rodzaju balkonika, to jest podest ręcznej windy, którą wciągano kosze z ludźmi i zaopatrzeniem
Tu widzimy cztery klasztory 
Nasze ostatnie zdjęcie z Meteorów, zobaczcie niedawno wybudowane w formie spiralnej wejście do klasztoru
Spod Meteorów wyjeżdżamy późno, drogą numer 6 jedziemy przez wspaniałe góry i docieramy w końcu znów do autostrady Egnatia Odos. Ta część autostrady do Janiny jest bardzo widokowa, jedzie się ciągle tunelami lub na wiaduktach. Niestety ten odcinek jest płatny, ale autostradą się jedzie szybko. Moglibyśmy zamiast nią jechać dalej drogą 6 przez przełęcz Katara ( ok. 1700 m npm.) do Metsowa, ale byłoby znacznie dalej i dłużej chociaż widoki byłyby przepiękne.

Po drodze do Metsowa
Autostrada Egnatia Odos i Góry Pindos w okolicach Metsowa
Metsowo - widok ogólny
Do Metsowa przyjeżdżamy popołudniu. Nie bez problemu bardzo wąskimi uliczkami dojeżdżamy do naszego pensjonatu. Metsowo jest położone wysoko w górach. Mieszkamy w samym centrum tego niewielkiego górskiego miasteczka. Centrum to położony obok cerkwi plac z pięknymi starymi platanami. Ciekawostką jest to, że większość jego mieszkańców to Wołosi ( ci sami, którzy mieszkają w Rumunii ). Więcej informacji tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Metsowo. Na ogół jest tu bardzo spokojnie i sennie, ale nie dzisiaj i jutro. Jutro odbędzie się międzynarodowy wysokogórski bieg. Wszędzie widzimy truchtających biegaczy, szykujących się do jutrzejszego biegu. Wszystkie miejsca w hotelach są zajęte. Szczęście, że my rezerwowaliśmy nasze dwa miesiące wcześniej. Z tego całego zamieszania nic nie robią sobie staruszkowie siedzący w kawiarenkach. Z zaciekawieniem, przyglądają się temu całemu zgiełkowi. Po obiadokolacji idziemy jeszcze na spacer uliczkami miasteczka, podziwiamy starą XIX wieczną zabudowę, przypatrujemy się ludziom, oglądamy wspaniałe widoki gór Pindos. O naszych planach podróży rozmawiamy z trochę ekscentrycznym właścicielem pensjonatu.

Metsowo - główna uliczka
Metsowo - cerkiew w centrum
Metsowo - centralny plac z olbrzymimi platanami
Metsowo - starsi panowie przyglądają się życiu na placu oraz dyskutują
Wieczorem kontaktujemy się telefonicznie z Krzysztofem, kolegą Jurka ze studiów, i umawiamy się na jutrzejsze spotkanie na jońskiej wyspie Lefkadzie. Dzięki Facebookowi spotkają się pierwszy raz od zakończenia studiów.
A oto nasza dzisiejsza trasa na Peloponez :



W niedzielę rano idziemy jeszcze na krótki spacer. Wstępujemy do cerkwi, odbywa się tu niedzielne nabożeństwo. Zostajemy przez chwilę. Tak jak wczoraj na placyku siedzieli panowie, tak dzisiaj przed cerkwią siedzą panie, niektóre ubrane odświętnie w ludowe stroje. Niestety nie dają się sfotografować.
Mamy kłopot z wyjazdem. Odbywa się bieg i policja kieruje nas na objazd bocznymi uliczkami. W końcu udaje się nam wyjechać. Znowu wjeżdżamy na Egnatię Odos. Malowniczą drogą szybko docieramy do Janiny ( Joaniny ). 

Droga wyjazdowa z Metsowa
Autostrada do Janiny
Janina to dość duże miasto, położone nad jeziorem Pamvotida. Parkujemy na parkingu pomiędzy jeziorem, a murami starego miasta. 
Janina została założona w X w. przez Bizancjum, później miasto przechodziło w ręce Serbów, następnie władało nim znowu Bizanjum, a od XV w. miasto zajęli Turcy. Rozkwit miasta nastąpił na przełomie XVIII i XIX w. podczas panowania satrapy Alego Paszy. Ten pół-Albańczyk walcząc po stronie tureckiej zasłużył się podczas wojny z Austrią i w 1787 r został mianowany prze sułtana paszą w Trikali. To stanowisko nie zaspokajało jego ambicji i wkrótce zbrojnie zajął Janinę. Na początku płacił sułtanowi należną daninę i ten nie wtrącał się do jego rządów. Później prowadził zręczną politykę, raz sprzyjał Austrii, raz Stambułowi, rzadko płacił sułtanowi. W końcu po 33 latach rządów sułtan wysłał do Janiny karną ekspedycję podczas, której Ali Pasza został zamordowany. Więcej o Alim Paszy tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ali_Pasza_z_Tepeleny
Starówka Janiny jest otoczona murami z czasów Alego Paszy, znajduje się na półwyspie jeziora. Wewnątrz murów, w najwyższym punkcie półwyspu znajduje się wewnętrzna cytadela tzw. Kastro. To tutaj Ali Pasza miał swoją siedzibę. Do dzisiejszych czasów dotrwał niewielki meczet Fethige Tzami oraz pałac Alego Paszy, w którym dziś jest muzeum Bizantyjskie. Po południowej stronie pałacu i meczetu stoi przy murach kilka armat. Roztacza się stąd ładny widok na jezioro i nowe miasto. W obrębie murów Kastra Grecy wybudowali niewielką cerkiewkę, też dziś odbywało się tu nabożeństwo. Podobają się nam śpiewane przez popów prawosławne modlitwy, chociaż nic z nich nie rozumiemy. Prawosławie to najbardziej zbliżona dogmatycznie do katolicyzmu religia chrześcijańska, a taka dla nas tajemnicza.

Janina - pałac Alego Paszy od strony jeziora
Janina - meczet Fethige Tzami 
Janina - wejście do Kastro
Z Kastro idziemy na północny koniec półwyspu. Znajduje się tu meczet Tzami Aslan Paszy oraz budynki medresy tj. szkoły koranicznej. Meczet wybudowano w XVII w. na miejscu katedry prawosławnej, którą Turcy zburzyli jako karę za bunt przeciw ich władzy. W meczecie jest teraz muzeum. Mamy trochę pecha, przyjechały wycieczki jest tłoczno, zaglądamy tylko przez drzwi do środka. Oglądamy też widoki na jezioro.


Janina - jeszcze jeden widok na kastro
Janina - medresa meczetu Tzami Aslan Paszy


Janina - placyk starego miasta



                                                     Janina z lotu ptaka - zdjęcie z plakatu w muzeum


Janina - jeszcze jedna uliczka za murami


Musimy się spieszyć mamy dziś do przejechania wiele kilometrów. Do samochodu wracamy przechodząc wąskimi uliczkami starego miasta. Nie mamy czasu na szukanie synagogi i pomnika wywiezionych pod koniec wojny do Auschwitz dwóch tysięcy miejscowych Żydów.
A po drodze do Arty mamy takie widoki: 



Po godzinie jazdy docieramy do Arty, niewielkiego miasta w zachodniej Grecji. Wokół miasta jest wiele zabytkowych bizantyjskich kościołów. My jedziemy tutaj, aby zobaczyć słynny kamienny most nad rzeką Arachthos. Most w tym miejscu zbudowali jeszcze Rzymianie. Ten który oglądamy został zbudowany przez Turków na fundamentach rzymskich na początku XVII w. Most zachwyca swoją urodą. Jest to czterołukowy kamienny most o długości ok. 130 m. Na zachód od mostu usytuowało się wiele kawiarenek i restauracyjek. Dziś w niedzielę Grecy masowo jedzą obiady poza domem. Z trudem znajdujemy miejsce w kawiarni z widokiem na most. Więcej o moście tu: www.en.wikipedia.org/wiki/Bridge_of_Arta. 


 Most w Arta





Na moście w Arta

Z Arty jedziemy dobrą drogą. Przejeżdżamy obok ruin w Nikipolis To starożytne miasto zostało założone przez Oktawiana, który potem został cesarzem Augustem. Z samochodu ruiny są dobrze widoczne. Więcej tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Nicopolis. Okrążamy zatokę Ambrakijską. Potem jedziemy tunelem ( płatnym) pod wąskim połączeniem zatoki z morzem Jońskim. Po następnych kilkunastu kilometrach skręcamy w stronę Lefkady.
Lefkada jest wyspą na Morzu Jońskim. Dziś wyspa połączona jest groblą ze stałym lądem. Na końcu grobli znajduje się pływający pontonowy most obrotowy. I co jakiś czas droga jest zamykana, aby przepuścić stateczki i żaglówki. Wyspa miała zawsze duże znaczenie strategiczne. Wenecjanie tuż przy grobli wybudowali twierdzę Santa Maura, który strzegł połączenia z Lefkadą. Lefkada, tak jak wyspy Jońskie, nigdy nie była pod panowaniem tureckim. Od XIV w. była pod panowaniem Wenecjan. Potem krótko w czasach napoleońskich należała do Francji, następnie do Brytyjczyków, a od roku 1864 do Grecji. Przejeżdżamy przez miasteczko Lefkadę, główne miasto tej wyspy. 


Twierdza Santa Maura przed wjazdem na Lefkadę


Dalej kierujemy się na południe, gdzie znajduje się marina, w której Krzysztof remontuje swoją żaglówkę „ Annę Łucję”, przed planowaną wyprawą do Ameryki. Żaglówka jest wyciągnięta z wody. Po drabinie wchodzimy i oglądamy jej wnętrze. Potem rozmawiamy o planach podróży. Trochę się dziwimy jak na takiej łupince można przepłynąć Atlantyk. Jeszcze latem tego roku po zakończeniu remontu, Krzysztof chce dopłynąć do Hiszpanii. A na wiosnę na Karaiby, a potem wrócić. Miło się rozmawia, szczególnie że nie widzieliśmy się tyle lat. Wszyscy musimy się niestety spieszyć. Krzysztof jutro popołudniu wraca na krótko do Polski, a my żeby za dnia jak najdalej dojechać.
A poniżej dwaj starsi panowie po latach:




Jedna z tych łódek to łupinka Krzysztofa

Na stały ląd wracamy tą samą drogą. Na drodze jest umiarkowany ruch. Takie ciężarówki spotykamy jak na zdjęciu poniższym, które dodają kolorytu ruchu drogowemu na drodze.

 Ciężarówki "uduchowione"


Jadąc w stronę Peloponezu przejeżdżamy przez Mesolongi, miejscowość, w której zmarł lord Bayron, angielski pisarz i poeta, wielki orędownik niepodległości Grecji. Po trzech godzinach jazdy z Lefkady dojeżdżamy w końcu nad Zatokę Koryncką. Tutaj pomiędzy miejscowościami Antirio i Rio (na Peloponezie) jest najwęższe miejsce Zatoki Korynckiej. Zawsze było to miejsce strategiczne, tego przesmyku strzegą po obu stronach olbrzymie forty. Tu w 2004 roku został wybudowany most łączący zachodnią Grecję z półwyspem Peloponezem. Most wygląda imponująco. Więcej o moście przeczytacie tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rio-Andirio_(most). Przejazd nim kosztuje 13 euro. My za połowę tej kwoty płyniemy promem. Przeprawa nie jest długa, trwa niecałe pół godziny. Oprócz niższej ceny przeprawy, zaletą jest to, że można odpocząć od prowadzenia samochodu oraz podziwiać wspaniałe widoki z przepięknym mostem na czele.

Zachód słońca obserwujemy z promu. Po drugiej stronie jedziemy kawałek autostradą (niestety płatną, a na dodatek w remoncie) do Diakofto, gdzie mamy zarezerwowany nasz pierwszy nocleg na półwyspie Peloponez.


Zatoka Koryncka z widokiem na  górzysty brzeg Peloponezu z miastem Patras

Most ze stałego lądu na płw. Peloponez przez przesmyk w Zatoce Korynckiej


                                                                                     Widok z drogi na most


Droga promem


Widok mostu z promu


Zachód słońca z promu na most