poniedziałek, 23 maja 2016

4. Przełom Dunaju czyli Żelazne Wrota

Z Belgradu wyjeżdżamy rano, pierwszy nasz postój, po godzinie jazdy to ruiny zamku w Smederewie. 



Smederewo leży przy ujściu rzeki Jezava do Dunaju. Smederewo przez jakiś czas było nawet stolicą Serbii. Obronny duży zamek został zbudowany trochę w pośpiechu w XV w, do obrony miasta i Serbii przed Turkami. Niestety w 1453 r. zamek został zdobyty i Serbia przez prawie 400 lat była w niewoli tureckiej. Z obronnego zamku dziś pozostały tylko mury obronne, w jednym narożniku znajdują się ruiny pałacu. Mury są dobrze zachowane i wyglądają imponująco. Podobno w zamku tym zatrzymał się nasz król Władysław Warneńczyk, przed bitwą pod Warną.
Środek to lekko zaniedbany park miejski. Więcej o zamku tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Smederevo_Fortress

Zbliżamy się do zamku w Smederewie

W zamku w Smederewie
Ze Smederewa jedziemy do zamku w Golubacu. Zamek w Golubacu leży też nad samym Dunajem, w miejscu, gdzie rozpoczyna się przełom Dunaju. Teraz trwają tutaj szeroko zakrojone prace rekonstrukcyjne. Dolna część zamku została zniszczona przez poprowadzoną przez środek dolnego dziedzińca drogę. Teraz buduje się obok tunel, którym będzie przebiegać nowa droga. Baszty przykrywa się drewnianymi daszkami, za jakiś czas zamek z zewnątrz będzie wyglądał jak kiedyś. Teraz to jednak wielki plac budowy. Zamek związany też jest z Polską, to tutaj w czasie jednej z potyczek z Turkami zginął w roku 1428 nasz rycerz Zawisza Czarny. Podobno przy jednej z bram jest tablica, upamiętniająca to wydarzenie.

Zbliżamy się do zamku w Golubacu
Prace rekonstrukcyjne w Golubacu
Wjeżdżamy teraz w przełom Dunaju, który tu przepływa pomiędzy południowymi Karpatami, a Górami Bałkańskimi. Droga prowadzi nas prawie samym brzegiem wielkiej rzeki, czasami tylko, gdy jest zbyt wąsko wspina się wyżej. Przełom Dunaju w wielu językach nazywa się „Żelazne Wrota” lub „Żelazna Brama”, dlaczego tak? Tego nigdzie nie znaleźliśmy. Przełom jest imponujący, w niektórych miejscach po obu stronach rzeki skały są prawie pionowe. Teraz przełom stanowi granicę serbsko – rumuńską. Rzeka została w dwóch miejscach przegrodzona dwoma zaporami. Pracują tu hydroelektrownie, dostarczające prąd do obu krajów. Kiedyś, za czasów Cesarstwa Rzymskiego prowadziła tedy strategiczna droga z Dobrudży na zachód Europy. Tam, gdzie skały były pionowe trakt był przyczepiony do skał, wyglądał jak pomost. Do wybudowania tamy można było oglądać pozostałości po rzymskiej drodze, niestety spiętrzone wody Dunaju zatopiły te pamiątki, tak jak również pozostałości rzymskiego mostu. W pewnym miejscu z serbskiego brzegu jest widoczna skała, na której Rumuni kilkanaście lat temu wyrzeźbili podobiznę króla Decebala, przywódcę Traków, który walczył z Rzymianami. Jest to największa skalna rzeźba w Europie. Niestety ta widowiskowa trasa nie została przez Serbów dobrze przygotowana do ruchu turystycznego. Brakuje parkingów, w widokowych miejscach, często przydrożne krzaki zasłaniają widok. Na całym prawie 140 kilometrowym odcinku nie ma ani jednej kawiarenki czy restauracyjki. Stanowczo ta trasa jest zbyt słabo reklamowana, widoki są piękne. Szkoda tylko, że nie ma dobrej widoczności i niebo jest przymglone. Więcej o przełomie można przeczytać tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Iron_Gates 

Przełom Dunaju w pobliżu Golubaca
Po rumuńskiej stronie widać wykutego w skale Decebala
Jeszcze raz Decebal, trochę "przybliżony"
Jeszcze raz widok na przełom
Z przełomu jest już niedaleko do granicy serbsko – bułgarskiej. Jedziemy przez przejście Negotin – Bregowo. Stan dróg dojazdowych po obu stronach granicy nie najlepszy. Przejście, po stronie serbskiej wygląda tak jakby przeszło wojnę i przez czterdzieści lat było nie remontowane, a przecież przejście graniczne powinno być wizytówką kraju. Po stronie bułgarskiej wygląd przejścia jest nie wiele lepszy. Po bułgarskiej stronie kupujemy winietkę za 8 euro, za korzystanie z dróg i autostrad, ważną tydzień. Do Widynia, dużego miasta nad Dunajem mamy nieco ponad 20 kilometrów. W Widyniu zatrzymujemy się pod twierdzą, która jest oddalona od centrum nieco ponad kilometr. Widok nie jest najlepszy, wszystko jest zdewastowane, trakt spacerowy zarośnięty, restauracyjki zamknięte i zdewastowane, urządzenia parkowe również (pomiędzy twierdzą, a centrum jest park), tak jakby przez kilkanaście lat nie było tu gospodarza. Twierdza też zamknięta. Idziemy nad brzeg Dunaju, teraz widzimy jaka to potężna rzeka. Z daleka widać most łączący Bułgarię z Rumunią. Kiedyś pomiędzy rumuńskim Calfat, a Widynem kursował prom, którym często Polacy podróżowali do Bułgarii.
Podjeżdżamy do centrum, musimy wymienić euro na lewy. Okazuje się, że Bułgarzy mają długi weekend. Jutro jest święto Cyryla i Metodego i wszystko jest zamknięte. Przy pomocy ludzi znaleźliśmy jeden kantor, ale też był zamknięty. Ścisłe centrum Widynia nawet może się podobać, ale to tylko jeden deptak i kilka przyległych uliczek. Ponieważ nie mamy pieniędzy nawet na kawę, jedziemy dalej do Belogradczika, tam w małym pensjonacie mamy zamówione dwa noclegi. Miła właścicielka ratuje nas i wymienia nam euro na lewy.

Most Widyń - Calfat 
Twierdza Baba Wida 
Pomnik bułgarskiego cara Symeona w Widynie

niedziela, 22 maja 2016

3. Dziś Belgrad stolicą Serbii

Naszą trasę zaplanowaliśmy przez Belgrad. W Belgradzie byliśmy co prawda w 2007 r. jadąc do Czarnogóry, ale trafiliśmy wtedy na duże upały, było +44°C. Dłuższe chodzenie po mieście było wtedy trudne. W latach 80-tych byłem kilkakrotnie służbowo w Belgradzie. 



Z Timisoary wyjeżdżamy kilka minut po 13.00. Do Belgradu mamy tylko 160 km. Droga równa, dobra, mało ruchu. Formalności graniczne zabierają nam tylko kilkanaście minut. Po serbskiej stronie ruch jeszcze mniejszy, jest sobota. Do Belgradu przyjeżdżamy o 17.00. Spotykamy się tu z naszym hostem – Bojaną. Bojana wyposaża nas w plany miasta oraz udziela cennych wskazówek i informacji. Wynajmujemy od niej mieszkanko typu studio, położone w trochę zaniedbanej okolicy, ale za to blisko do Kalemegdanu. Zaraz wychodzimy na popołudniowo – wieczorny spacer.
Idziemy na Kalemegdan. Zaraz przy wejściu niespodzianka, spotykamy tu ulicę Tadeusza Kościuszki, czym zasłużył się on dla Serbii czy Belgradu? Nie wiemy. 


Ulica Tadeusza Kościuszki

Kalemegdan to ruiny kilku twierdz, położonych na wzgórzu w miejscu, w którym rzeka Sawa wpływa do Dunaju. W tym strategicznym miejscu twierdze wybudowali już Celtowie, dalej Rzymianie, Serbowie, Turcy i inni. Każdy coś zmieniał, dodawał nowe mury, baszty. Trudno się w tym wszystkim zorientować, ale dla nas nie jest to ważne. Dziś Kalemegdan to park, miejsce wypoczynku Belgradczyków. Alejki parkowe wkomponowano pomiędzy murami obronnymi, basztami, odnowiono kilka zabytkowych cerkiewek. Zwiedzamy dwie z nich cerkwię Ruzica, prawie cała obrośnięta dzikim winem, przytulona do jednych z wielu murów obronnych i zaraz obok mniejszą pod wezwaniem świętej Petki.
Cerkiew św. Petki na Kalemegdanie
Mury Kalemegdanu
Tureckie pozostałości - jeden z grobowców

Powoli wchodzimy na najwyższy punkt twierdzy i parku, roztacza się stąd wspaniały widok, na rzekę Sawę i jej ujście do Dunaju oraz na zachodnie dzielnice Belgradu. Po parku spaceruje bardzo dużo osób, w większości młodzieży, ale jest też dużo ludzi starszych. Siadamy na ławce i przypatrujemy się ludziom. Tu na szczycie Kalemegdanu zastaje nas zachód słońca. Schodzimy główną alejką trochę niżej. Tłum gęstnieje, gdzieniegdzie na ławkach siedzą młodzi, grają na gitarach, śpiewają. Obok, ktoś przyniósł sprzęt grający i kilkanaście par tańczy tango, walca oraz tańce ludowe. Widać, że jest to spontaniczne i stwarza wspaniałą atmosferę. Lubimy Belgradczyków za to. 
Młodzież na murach
i na ławkach
Zachód słońca na Kalemegdanie


Przedłużeniem głównej alejki parkowej jest główny deptak Belgradu – ulica Kenza Mihaila. Mimo, że jest już 21.30 uśmiechnięte tłumy się przewalają ulicą, wszystkie sklepy są otwarte ( ale informacja turystyczna nie ), w kafejkach i restauracjach wszystkie stoliki są zajęte. Belgrad żyje nocą, Belgrad się bawi. W jednym miejscu Coca Cola rozdaje ćwierćlitrowe buteleczki swojego napoju, zaraz dalej z jednego z balkonów miejscowy pieśniarz operowy dla przechodniów śpiewa arię operową oraz „Kalinkę”. Atmosfera jest niepowtarzalna, lubimy takie klimaty. Przed muzeami ustawiają się długie kolejki, jest to przecież noc muzeów.

Przedłużeniem ulicy Kneza Mihaila jest Terazije, to tu jest centrum Belgradu, tu znajduje się w tzw. Nowym Pałacu siedziba prezydenta Serbii. Wszystkie zabytki, reprezentacyjne gmachy są pięknie podświetlone. Belgrad nocą wygląda bardzo ładnie. Na koniec idziemy na ulicę Skadarlija ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Skadarlija ) . Jest to też deptak z mnóstwem małych restauracyjek, serwujących głównie serbską kuchnię, sklepami z pamiątkami, galeriami sztuki, antykwariatami,... . O 22.30 wszystkie stoliki są zajęte, w prawie każdej knajpce grają muzykanci, atmosfera wspaniała. Późną nocą wracamy do naszego mieszkanka. 

Nowy pałac - siedziba prezydenta Serbii
Stary Pałac
Budynek Parlamentu
Rano wstajemy późno i po śniadaniu idziemy do centrum, do kościoła katolickiego na mszę. Kościółek jest mały, położony w dzielnicy ambasad, trafiamy na mszę dla dyplomatów w języku angielskim. Po mszy idziemy w kierunku prawosławnego kościoła pod wezwaniem świętego Sawy. Znajduje się ona na wzgórzu, niedaleko centrum, jest to jedna z największych świątyń prawosławnych na świecie. Z zewnątrz jest od ok. 10 lat wykończona, lecz niestety w środku niewiele się od naszego ostatniego pobytu w 2007 r. zmieniło. Więcej o świątyni tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Church_of_Saint_Sava.


Cerkiew świętego Sawy

Czar naszego wieczornego oczarowania Belgradem pryska w dzień. Belgrad wygląda tak, jakby w ostatnich trzydziestu latach nic tu się nie zmieniło. Co stało się z tym Belgradem, który w 80-tych latach był dla nas symbolem szyku, elegancji, mody, prawie jak Paryż? Wydaje się nam, że to nieodpowiedzialna polityka władz najpierw byłej Jugosławii, potem Serbii spowodowała, że Serbia wplątała się w szereg wojen wewnątrz bałkańskich i wszystkie przegrała. Czy koniecznym było oblężenie Sarajewa, bombardowanie Dubrownika czy Vukovaru? Czy zamiast prowadzić te wojny może lepiej byłoby negocjować? Na koniec Serbia i Belgrad bardzo ucierpiał na skutek bombardowań NATO. Na tym wszystkim najbardziej stracili Serbowie. (Uważamy, że NATO i UE popełniła błąd w przypadku Kosowa, może ten problem trzeba było rozwiązać inaczej). Teraz Serbia jest na rozdrożu, czy integrować się z UE czy szukać zbliżenia z Rosją. Z Rosją Serbię łączy stara przyjaźń (wyzwolenie spod okupacji tureckiej), religia, alfabet. (Widzieliśmy na ulicy pana, który w klapie marynarki miał medalion z podobizną Putina.) Z kolei UE nic nie robi, aby Serbię przyciągnąć do siebie. Naszym zdaniem integracja z Rosją byłaby dla Serbii katastrofą ( my Polacy zawsze traciliśmy na bliskich kontaktach z Rosją ). Na tym kończymy te nasze dygresje.
Jest bardzo gorąco i parno, dużo czasu spędzamy w parkach, siedząc w cieniu, podpatrujemy jak ludzie tu odpoczywają.
Robert Lewandowski jest chyba najbardziej popularnym tutaj Polakiem. Cały Belgrad „udekorowany” jest reklamami firmy Huawei z jego podobizną. Jest wszędzie. Chyba przesadzili z tą reklamą.
Idziemy jeszcze do cerkwi św. Marka i do cerkwi Wniebowstąpienia Pańskiego. Obie wspaniałe, ale każda ma inny charakter. Cerkiew św. Marka duża, jasna, surowa w środku, bez malowideł, ze wspaniałym ikonostasem. Cerkiew Wniebowstąpienia dużo mniejsza, ciemna, tajemnicza, cała pokryta freskami. 
Cerkiew świętego Marka
W cerkwi św. Marka
Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego
Dalej przechodzimy obok budynku Parlamentu. 

Jeszcze raz budynek Parlamentu ( jak się przyjrzycie to na dole jest transparent potępiający NATO )
Na obiad idziemy oczywiście na Skadarliję, zamawiamy jagnięcinę w jednej z knajpek, poleconych przez Bojanę.

Restauracyjki na Skadarliji
Muzykanci w restauracyjkach
Po posiłku jeszcze spacer przez centrum miasta. Idziemy na kawę do jednej z najstarszych kawiarni Belgradu „?”. Ta dziwna nazwa ma swoją długą historię. Kiedyś, jeszcze w XIX w. władze kościelne nie chciały się zgodzić na nazwę „Kawiarnia Katedralna” (lokal jest blisko katedry), właściciele nadali jej tymczasową nazwę „?”, i tak zostało do dzisiaj. Już po ciemku idąc przez centrum miasta w kierunku naszego mieszkanka, zaglądamy do uroczego Parku Studenckiego.
Jutro jedziemy dalej – do Bułgarii.


Kawiarnia "?"



piątek, 20 maja 2016

2. Przez Węgry do " rewolucyjnej " Timisoary

Dziś zaczynamy wreszcie naszą podróż, wyjeżdżamy z Bielska wcześnie rano 6.15.
Lubimy wreszcie siedzieć w samochodzie i mieć za sobą wszystkie kłopoty i zmartwienia dnia codziennego, a przed sobą tylko drogę. Najbardziej nie lubimy tego dnia przed wyjazdem, kiedy trzeba zrobić tyle czynności, na które ciągle brakuje czasu.

Do przejechania do Timisoary mamy 625 kilometrów po zwykłych drogach. Dlaczego jedziemy tędy, a nie autostradą? Autostradą jest trochę szybciej, ale droga jest dłuższa prawie o 150 km, musielibyśmy jeszcze opłacić winiety słowackie i węgierskie. Tak jadąc pojedziemy o godzinę dłużej, ale wydamy mniej o ok. 30 – 35 euro.

Jedyna droga szybkiego ruchu to ta z Bielska do Żywca. Trasa nasza prowadzi przez Bańską Bystrzycę. Zawsze jeździliśmy trasą przez Żylinę i Martin. Teraz wybraliśmy przez Przełęcz Glinka i Rużomberk. Tak samo daleko, a droga inna. 



Po drodze zwiedzamy na Węgrzech, zaraz za granicą ze Słowacją zabytkową wieś Hollókő, jest to zabytek UNESCO. Wioska pełni rolę żywego skansenu. Mieszkają i żyją tu ludzie. Budynki nie zmieniły się od początków XIX w. Na wzgórzu nad wioską, znajdują się ruiny XIII wiecznego zamku.





Uliczki w Holloko
Domek garncarza (fazekas)
Ruiny zamku w Holloko
Po ponad jedenastu godzinach od wyjazdu z Bielska jesteśmy na granicy rumuńskiej, tutaj mamy pierwszą kontrolę dokumentów. Rumunia jeszcze nie jest w strefie Schengen. Na granicy kupujemy winietkę za 3,00 Euro za korzystanie z rumuńskich dróg (w Rumunii opłatami objęte są prawie wszystkie drogi główne), całe szczęście że opłaty nie są wygórowane. W Rumunii, jest o godzinę później, znajduje się w innej strefie czasowej.
Z granicy jeszcze nieco ponad godzina jazdy i jesteśmy w naszym hoteliku, na obrzeżach centrum Timisoary.
Jazda samochodem od Holloko do Timisoary była nudna, cały czas po płaskim, widoków niewiele, czasami przejeżdżaliśmy przez mało ciekawe miasteczka i wsie.

Zaraz po przyjeździe wychodzimy na wieczorny spacer. Zwiedzanie historycznego centrum rozpoczynamy od placu Unirii. Jest to bardzo duży plac, zabudowany budynkami piętrowymi lub dwupiętrowymi z ładnym trawnikiem pośrodku. Jesteśmy tu o zachodzie słońca. Plac Unirii połączony jest dwoma uliczkami z drugim placem Libertatii. Niestety tutaj i na następnym placu Victorei, który jest centrum Timisoary, grały strasznie głośne zespoły metalowe. Hałas był dla nas nie do wytrzymania. Musieliśmy opuścić nawet z trudem zdobyty stolik w restauracji, w której chcieliśmy zjeść typowe danie kuchni rumuńskiej. A zjedliśmy danie kuchni libańskiej w knajpce na uboczu. Zepsuło to nam wieczorny spacer po starym mieście.

Plac Unirii wieczorem
Na placu Victorei
Katedra w Timisoarze
Na drugi dzień, zaraz po śniadaniu pakujemy się i jedziemy samochodem do centrum Timisoary. Auto parkujemy koło prawosławnej katedry. Katedra to wizytówka miasta, ładna z zewnątrz. Katedra jest stosunkowo nową budowlą, budowa została zakończona w 1941 r. (więcej tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Timi%C8%99oara_Orthodox_Cathedral ).
Przed katedrą znajduje się skromny pomnik poświęcony zabitym podczas rewolucji 1989 r, o tym poniżej.
W katedrze odbywała się właśnie przedpołudniowa msza, lubimy te śpiewy prawosławnych duchownych, tę atmosferę, dlatego zostajemy tu kilkanaście minut. Potem jeszcze raz wrócimy do katedry.



Pomnik i tablica z nazwiskami poległych w grudniu 1989 r.
W katedrze podczas mszy
W katedrze
Przedpołudniowe zwiedzanie Timisoary zaczynamy od placu Victorei, zabudowanym ładnymi, secesyjnymi budynkami. Plac ma kształt mocno wydłużonego prostokąta. Na południowym końcu znajduje się katedra, na północnym budynek opery, środek to wypielęgnowany skwer. Następnie wąskimi uliczkami przechodzimy do budynku synagogi, niestety budynek jest mocno zaniedbany i chyba nie używany.


Secesyjne budynki na placu Victorei, na pierwszym planie kolumna z wilczycą ( dar  Rzymu dla Timisoary )
Plac Victorei z budynkiem opery
Budynek synagogi
Potem wchodzimy na ogromny Plac Unirii. W dzień jest tak samo ładny, jak wieczorem. Przy placu stoją dwie świątynie: prawosławna katedra serbska i katedra katolicka. Ciekawe jest, że katedra serbska zwrócona jest tyłem do placu, czy to coś znaczy? Katedra serbska, to niewielka świątynia, naszym zdaniem mało ciekawa.
Katedra katolicka, to duża barokowa świątynia, niestety trochę zaniedbana, ale za to z bardzo dobrą informacją. Wszystko jest świetnie opisane po niemiecku, węgiersku, rumuńsku i angielsku. Widać, że jest to główny kościół mniejszości niemieckiej i węgierskiej.
Plac Unirii z katedrą katolicką
Katedra serbska tyłem zwrócona do placu


W katedrze serbskiej

Z placu Uniri przechodzimy do zamku Hunaydyego ( razem z naszym królem Władysławem Warneńczykiem walczył pod Warną ). Zamek jest w remoncie i czasowo nie można go zwiedzać.
Zamek (pałac) Hunaydyego
Wracamy na plac Victorei, w kawiarni przy kawie jeszcze raz podziwiamy ten piękny plac.
Timisoara to miasto zieleni, jest tu wiele ładnych, zadbanych parków. Nasz spacer kończymy przy węgierskim kościele reformowanym.
Tutaj 15 grudnia 1989 r. władze chciały usunąć pastora, który głosił z ambony wolnościowe kazania. W obronie pastora stanęli parafianie, a potem spontanicznie mieszkańcy miasta. Władze chciały ten opór zdławić, tak jak zawsze, siłowo. Wszyscy słuchaliśmy wtedy informacji o zamieszkach. Informacje były przerażające, mówiące o tysiącach ofiar śmiertelnych. W rzeczywistości w Timisoarze zginęło 116 osób, kto i dlaczego podał takie dane? Nie wiadomo. Zamieszki w Timisoarze były iskrą i spowodowały wybuch powszechnego niezadowolenia w całej Rumunii. Doprowadziło to do ujęcia w dniu 25 grudnia dyktatora Rumunii Nicolae Ceaușescu i po parodii procesu skazaniu go na śmierć. Wyrok wykonano natychmiast. Dlaczego Ceaușescu zginął w ten sposób? Dlaczego nie sądzono go za jego zbrodnie w Hadze? Powód był jeden, bano się, że dyktatura powróci, że zostanie odbity przez wierne mu wojska. Ciekawa biografia dyktatora tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Nicolae_Ceau%C8%99escu Pod koniec lat 80-tych Rumunia znajdowała się w krytycznej sytuacji. Olbrzymie zadłużenie kraju, spowodowane absurdalnymi inwestycjami, było spłacane żywnością i energią. Obowiązywały drakońskie ograniczenia żywnościowe ( np. pół kilo mąki, pół litra oleju, pół kilo cukru, 12 dkg masła miesięcznie na dorosłą osobę), nie wolno było używać żarówek większych niż 25 wat i tylko jedną w całym mieszkaniu, prawie nie ogrzewano zimą mieszkań, niektórzy umierali z zimna w swoich mieszkaniach. Nie wolno było leczyć emerytów i rencistów, nie wolno było przepisywać im leków!!! Wszechobecna służba bezpieczeństwa terroryzowała społeczeństwo, wiele ludzi ginęło bez wieści. My w Polsce nie mieliśmy takich warunków i takich ograniczeń.
Teraz Rumunia jest demokratycznym krajem, członkiem Unii Europejskiej, poziomem życia zbliżonym do Polski.

Tablica w języku węgierskim i niemieckim na murze węgierskiego kościoła reformowanego
Wracamy do samochodu, za nieco ponad trzy godziny powinniśmy być w Belgradzie, o tym w następnym poście. Jeszcze rzut oka na katedrę:


środa, 18 maja 2016

1. Jedziemy na Bałkany

Za dwa dni wybieramy się w nasz najdłuższy wyjazd, który będzie od 20 maja do 14 lipca 2016 roku. Planując nasze wyjazdy wcześniej, miał to być trzymiesięczny wyjazd samochodem do Turcji, Gruzji,  Armenii i Iranu. Niestety sytuacja polityczna jest taka jaka jest i na razie tego wyjazdu zrealizować nie możemy.

Samochodem planowaliśmy jeszcze wyjazd na Sycylię i do Hiszpanii, ale wygrała Grecja i Bałkany. Bardzo lubimy ten kierunek, a Rumunia jest jeszcze nieodkryta przez polskich turystów.

Wyjeżdżamy więc na prawie dwa miesiące do Grecji, Bułgarii i Rumuni. Będziemy w miejscach „bardzo turystycznych” takich, jak Ateny czy Delfy, ale również tam gdzie dociera niewielu turystów (półwysep Mani, Rodopy). Trasę naszej wycieczki ułożyliśmy tak, aby zobaczyć te miejsca, w których jeszcze nie byliśmy oraz w takie, które wcześniej nam bardzo się podobały ( Rilski Monastyr, Meteory, Saloniki ).

Planowana trasa naszej wycieczki:

Bielsko Biała – Holloko – Timisoara – Belgrad - Żelazne Wrota – Widyń – Beogradczik – przełom Iskyru – Rilski Monastyr – Monastyr Ossogowski – Kuklica - Kratowo – Stobi – Bitola – Heraklea – Meteory – Metsowo – Janina – Arta – Diakopto – Kalavrita – klasztory Mega Spileou, Agias Lavras - Olimpia, świątynia w Bassai, - Wąwóz Lousios – Kalamata – Avia – Mistra – Sparta – półwysep Mani – Pirgos Dirou - Vathia – przylądek Tenaro – Githio – Monemvasia – Geraki – Leonidio – Nafpilio – Mykeny - Epidauros – Tiryns - Argos – Korynt – klasztor Dafni – Ateny – Światynia Posejdona w Sounion – klasztor Osios Lukas – Delfy – Galaxidi – Saloniki – Kavala – Zlatograd – Diabelski Most – Czudnije Mostove – Asenovgrad – Plovdiv – Kazanłyk – przełęcz Szipka – Buzludza – Wielkie Tyrnovo – Arbanasi – Monastyr Preobrażenski – Szumen – Madara – Warna – Złote Piaski – Kraniewo – Albena – Constanca – Mamaja – Tulcza – Delta Dunaju – Bukareszt – Monastery w okolicy Horezu – draga Transfogaraska – Braszov – Busteni - góry Bucegi – Jassy – Malowane kościoły Bukowiny – Suczawa – Gura Humoru – zabytkowe cerkiewki Maramuresz – Sapanta – wesoły Cmentarz – Bielsko Biała.

(w miejscowościach wytłuszczonych planujemy noclegi)

To jest nasz plan, jak znamy życie, coś z tego planu wypadnie coś na pewno dojdzie. Przed wyjazdem tj. dwa miesiące wcześniej rezerwujemy noclegi, wychodząc z założenia, że zaoszczędza nam to czas w podróży oraz pozwala na tańsze ich załatwienie. Chociaż marzy nam się jechać przed siebie i bez większych planów, zatrzymując się w danym momencie wybranym miejscu. Może jak wygramy w Totolotka. Mamy już zarezerwowane noclegi w sumie 55 w 28 miejscowościach ( patrz wyżej ). 19 noclegów załatwiliśmy poprzez stronę www.airbnb.pl oraz 36 noclegów przez stronę www.booking.com.  
Na airbnb rezerwujemy głównie mieszkania. Szczególnie w dużych miastach można znacznie taniej znaleźć lokum i tak w Belgradzie i w Atenach znaleźliśmy jednopokojowe mieszkanka po ok. 20 euro/noc. 

Może Wy moglibyście coś nam zasugerować, co warto na tej trasie jeszcze zobaczyć. O wszystkim postaramy się pisać w naszym blogu. Z poszczególnych etapów będziemy zamieszczać szczegółowe mapki. 
Będziemy czekać na Wasze komentarze.


Cieszymy się, że znowu zobaczymy Rilski Monastyr.










Rilski Monastyr (zdjęcia z naszego wyjazdu z 2010 r). Na ostatnim zdjęciu młody mnich uderzając w deskę oznajmia, że to już koniec zwiedzania klasztoru.
Oraz zawieszone w chmurach Meteory.

















































Meteory, zdjęcia również 2010 r.